piątek, 21 listopada 2014

Romuald Rajs „Bury” – jak pies bury


„Bardzo okrutny los spotkał żołnierzy polskich i setki mieszkańców Grodna, wziętych do niewoli, których wskazały bojówki żydowskie i białoruskie. Mężczyzn najpierw okrutnie okaleczano. Obcinając nosy, członki, uszy, wydłubywano oczy, następnie wiązano po piętnastu drutem kolczastym, przywiązywano do czołgów i wleczono kamienistą drogą po kilkaset metrów. Wrzucano ich następnie do przydrożnych rowów i lejów po bombach. Jęki, krzyki mordowanych słychać było w promieniu kilku kilometrów od miasta. Grozę sytuacji potęgowały pożary – to płonęły polskie domy niszczone przez młodych Żydów, przystrojonych w czerwone chusty i kokardy.” (Judeopolonia – Szczęśniak)
 
**   **   **  
Na polskiej stronie internetowej Instytutu Pamięci Narodowej, nie sposób cokolwiek znaleźć odnośnie krzywd wyrządzonych narodowi Polskiemu w czasie okupacji niemiecko-sowieckiej przez mniejszości narodowe zamieszkujące Polskę - w przeciwieństwie do krzywd zadanych przez Polaków mniejszościom narodowym – czyli tzw. „sąsiadom”.  Przypadkiem tak dziwnie się składa, że zarówno Żydami z Jedwabnego jak i Białorusinami z Puchał Starych – zajmowała się wcześniej ta sama reżyser – Agnieszka Arnold, która to i w jednym i drugim przypadku stała się złym duchem pionu śledczego Białostockiego Oddziału IPN.  I tak jak Jedwabne zadało IPNowi rany, tak Puchały IPN dobiły.


W majestacie prawa

W 1995 r. przed Warszawskim Sądem Rejonowym, odbył sie proces rehabilitacyjny żołnierza NZW Romualda Rajsa ps. „Bury”, na którym kapitan został oczyszczony z zarzutów:  "dobra poświęcone przedstawiały mniejszą wartość od dobra ratowanego" bowiem "podejmowali działania zmierzające do realizacji celów nadrzędnych, jakim był dla nich niepodległy byt Państwa Polskiego."

Wywołało to oburzenie środowisk białoruskich zamieszkałych w Polsce, a również i zazdrość, że oto oni poszkodowani - a żadnych pieniędzy od państwa nie otrzymali w przeciwieństwie do syna Rajsa... i na ich wniosek Białostocka Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, wznowiła śledztwo S28/02/Zi - przeciko wydarzeniom spowodowanym w powiecie Bielsk-Podlaski w okresie 29 stycznia – 2 lutego 1946 r.  Śledztwo zostało umorzone z powodu śmierci sprawców, a o jego przebiegu można dowiedzieć się z anonimowego – nie podpisanego przez nikogo komunikatu na stronie IPN.

Ów komunikat – zawierający głównie zlepek haniebnych i nieudowodnionych oskarżeń - pełni jedynie rolę zniesławiającego paszkwilu - zabijającego tamtych żołnierzy na nowo i dając jednocześnie pożywkę starym i wytrawnym opluwaczom Żołnierzy Wyklętych.

Inka mordowała

Zeznania osób środowiska białoruskiego najeżone są scenami okrucieństw i gwałtów – czyniących z tamtych żółnierzy gwałcących bandytów...  Ale jeśli weźmie się pod uwagę, że obecny burmistrz Hajnówki, porównuje „Burego” do Jurgena Stropa (1), a mieszkańcy Narewki wszem i wobec głoszą, że Inka pracując w szpitalu - uśmiercała komunistów za poglądy - chociaż w szpitalu nigdy nie pracowała, a jej matka została wydana Niemcom na mękę i śmierć - właśnie przez Białorusinów – to można mieć pogląd na rzetelność takich oskarżeń (4).  Zwłaszcza, że rzekome okrucieństwa nie mają potwierdzenia nawet w ubeckim śledztwie przeciwko „Buremu” - zakończonym pokazowym procesem w kinie i wyrokiem śmierci.

Trudno sobie wyobrazić „miłosne” igraszki w ferworze walki - zwłszcza, że żołnierzom podziemia niepodległościowego za takie wybryki groził sąd polowy i śmierć, a zdyscyplinowanie tamtych żołnierzy potwierdza już to i Arnold w swoim filmie.  Pikanterii prokuratorskiego śledztwa dodaje fakt wpływania prokuratora na orzeczenie „biegłego” medyka sądowego, który to idąc po myśli białoruskich oskarżycieli w powtórnej ekshumacji w 1997 r. - potwierdził prezentowane przez świadków bestialstwo dokonanej egzekucji na furmanach i dopiero później zmienił swoje orzeczenie w skutek okazania mu protokółu z ekshumacji z 1951 r.  Ustrzegł w ten sposób śledztwo od kompletnej kompromitacji.

Trzeba tu odnotować, że pośród Białorusinów znalazło się kilku sprawiedliwych świadków, których zeznania były bliższe prawdy.  Analizując jednak zeznania większości tych prostych ludzi – nie sposób się oprzeć wrażeniu, że kreowana przez nich okrutna - zmyślona wizja, musi mieć jakieś podłoże we wzorcach – tradycji...  Gdzież leży owo źródło transformacji?  Gdzież pierwotna projekcja?
 


Mały Katyń

Pomimo powolnego przebijania się do historii polskiej zbrodni Ukraińskich w czasie okupacji niemiecko-sowieckiej, a nawet żydowskich - tak najgorzej ma się sprawa dotycząca zachowania się mniejszości białoruskiej i litewskiej.  Tymczasem ludność ta współpracowała na przemian z obydwoma okupantami przeciwko Polsce.

Po 17 września 1939 r. Białorusini wspólnie z Żydami - dopuścili się czynnych wystąpień przeciw Wojsku Polskiemu, organom władzy państwowej i polskiej ludności cywilnej.  KPZB i sowieccy dywersanci tworzyli grupy dywersyjne i partyzanckie do zbrojnej rebelii.  Zawiązywano komitety rewolucyjne i milicję.  Dokonywano samosądów i czystek na ludności polskiej.

W czasie napaści na Polskę zmotoryzowana Armia Czerwona posuwała się szybko - wykorzystując jako piechotę lokalnych białoruskich zwolenników władzy ludowej.  W zamian pozwolono im na załatwianie własnych interesów w postaci samosądów, mordów i grabieży polskiego mienia.

Okazja dla Białorusinów była wyśmienita - bowiem okres anarchii trwał aż do chwili, kiedy organa administracji sowieckiej i NKWD wypełniły swoistą lukę spowodowaną rozpadem administracji polskiej.  Charakterystyczną cechą tego okresu zwanego przez Białorusinów „dniami swobody” - była powszechność występowania bandyckich ekscesów: „Do napadów, mordów i grabieży dochodziło praktycznie we wszystkich zakątkach północno-wschodniej Polski.”(2)

Symbolem tamtego okresu jest Mały Katyń pod Kobryniem - mord na polskich oficerach dokonany wspólnie przez sowieckich żołnierzy i Białorusinów: „Ci z jeńców, którzy choć ranni, ale przeżyli egzekucję, zostali dobici łopatami przez chłopstwo, a ich zwłoki odarto z odzieży.  Według relacji świadków, w 1994 roku zmarł ostatni sprawca tej zbrodni - do końca życia zakładał na święta polskie „oficerki”".(2)

Nie dużo lepiej było Polakom za czasów administracji sowieckiej w „Zachodniej Białorusi” – jak to się wtedy nazywało.  Skład rad osiedlowych i wiejskich tworzyli prawie sami Białorusini.  Podobnie w Milicji Robotniczo-Chłopskiej i komitetach KPB.   Np.: w marcu 1940 roku w obwodzie białostockim, gdzie odsetek Polaków wynosił około 65% mieszkanców, milicjanci narodowości białoruskiej stanowili 62.5% wszystkich funkcjonariuszy, Rosjanie 20.5%, Żydzi 11%, a Polacy jedynie okolo 4%.” (2)

I tak jak milicja w początkach zajmowała się rabunkiem i mordem Polaków, tak komitety partyjne za pośrednictwem Zgromadzeń Ludowych - wydziedziczaniem z własności ziemskiej.  26% tej ziemi dostało się Białorusinom, a reszta Komitetom Włościańskim -  będącymi zaczątkiem kolektywizacji.

Sowiecka agrokultura ludowej szczęśliwości - zastąpiła zwolna wyrywanie chwastów - ich flancowaniem na ziemie niechciane, które stać się miały rajem.   Listy deportowanych – takich właśnie „chwastów” - jak kułacy i element wrogi ludowi pracującemu miast i wsi - sporządzali lokalnie Białorusini. 

Pacyfikacja czy odwet?

W styczniu 1946 r. na terenie powiatu wysoko-mazowieckiego odbyła się odprawa Komendy Okręgu NZW z udziałem komendantów powiatów, na której do „Burego” przyłączono żołnierzy por. „Rekina”.  Polecono „Buremu” wymarsz na tereny Bielska Podlaskiego, celem przeszkolenia 3 Wileńskiej Brygady NZW i zademonstrowania siły organizacji na terenie o dużej koncentracji ludności białoruskiej - nieprzychylnej polskiemu zbrojnemu podziemiu i Polsce.

Żołnierze udali się do Łozic, gdzie miał miejsce zjazd okolicznych furmanów zarządzony przez gminę.  Wybrano około 50 furmanek i tym transportem udano się do Hajnówki - gdzie rozbito posterunek MO i stoczono potyczkę z wojskiem sowieckim. Od opanowania całej Hajnówki, ze względu na duży opór Sowietów odstąpiono.

W trakcie przemieszczania się, oddziały „Burego” zostały ostrzelane ze strony Zaleszan.  Wymiana ognia miała miejsce i w innej wsi.  Wcześniej byli przyjaźnie witani, bowiem wzięto ich za oddział KBW – wysłany do pacyfikacji zbrojnego podziemia.  We wsi napotkali na ogromną wrogość, co sprowokowało „Burego” do przedsięwzięcia akcji odwetowej - wykraczającej poza polecenia komendatury NZW i poza charakter prowadzonej przez podziemię narodowe walki.

W kilku wsiach dokonano podpaleń – najwięcej w Zaleszanach i zabito blisko 50 osób, wśród których były kobiety i dzieci - co wskazuje, że akcja „Burego” wymknęła się spod kontroli.

Akcje odwetowe w stosunku do wrogiej ludności białoruskiej były podejmowane zgodnie  z prawem stanu wojennego - już przez Wojsko Polskie - na początku okupacji sowieckiej.  Zdarzyły się też „Łupaszce” - dowódcy 5 Brygady Wileńskiej.  A więc akcje odwetowe podejmowane były przez żółnierzy kresowych - mających styczność z całym ogromem bestialstwa ze strony mniejszości narodowych.


Po pacyfikacjach niemieckich - nie można akcji odwetowych podziemia nazywać tak samo, bowiem ich rozmiar, zakres i charakter był zdecydowanie różny i dotyczył różnego podmiotu.  Pierwsze pacyfikacje - dokonywane były przez okupanta na ludności zniewalanej, a drugie – odwetowe – wymierzone były w sprzymierzeńca okupanta, bo właśnie Białorusini w swej ogromnej masie sprzymierzali się z okupantami Polski.

Kanonada wybuchającej amunicji w pożarach - zgodnie z zeznaniem świadków z IPNowskiego śledztwa – była spowodowana zapasami broni pzostawionej przez Armię Czerwoną.  Tylko dziwnie nie zdarzało się jakoś enkawudzistom pozostawiać broni Polakom.  Na kogo była owa broń przetrzymywana w czasach gdy obowiązywał bezwzględny zakaz jej posiadania - prokurator nie docieka.

Absurdy śledztwa

Białoruski prokurator z białostockiego IPN, a może nawet sam prezes centrali - Łukasz Kamiński - bo informacja na sronie IPN jest nie podpisana i występuje pod szyldem ogólnym IPN - swierdza: że akcji „Burego” nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa polskiego, tylko traktować jako zbrodnię ludobójstwa w kategorii zbrodni przeciw ludzkości, gdyż wymierzona była przeciw grupie o przynależności białoruskiej  i wyznaniu prawosławnym, a działania przestępne miały na celu likwidację grupy o takim samym pochodzeniu narodowo–religijnym (sic!).  Jak widzimy wyprawa „Burego” została potraktowana gorzej niż zbrodnie banderowskie, których ludobójstwa nie uznał sejm Platformy Obywatelskiej.

Tymczasem zastępca „Burego” - por. Mikołaj Kuroczkin ps. „Leśny” - był prawosławnym Białorusinem.  Podobnie kilku podoficerów i co najmniej kilkunastu żołnierzy z 5 Brygady Wileńskiej.  Trudno sobie zatem wyobrazić, żeby swoi zabijali swoich za wiarę albo z powodów etnicznych.  Już tylko patrzeć jak Niemcy zarzucą nam mordowanie w czasie wojny Niemców na tle narodowościowym.

Nie są dla prokuratora argumentem na korzyść „Burego” - starania diaspory białoruskiej do oderwania tych ziem od Polski i przyłączenie ich do Związku Sowieckiego.  Te fakty wykorzystuje nawet przeciwko niemu - twierdząc, że to na skutek tych działań - ale już nie zauważa, że nie zwrócono się o taką pomoc do władz ludowych – w pewnym sensie polskich.  Mało tego – dla lepszego skutku - w petycji Białorusini pomówili władzę ludową o wrzucanie ich dzieci do ognia.

Ostrzeliwanie żołnierzy „Burego” przez Białorusinów, prokurator uznaje za „nielogiczne” - pomimo, że w jednej ze wsi odkryto w zgliszczach domu karabin maszynowy i amunicję.   Logiczne natomiast jest u niego - zaganianie ludności do płonących domów - zgodnie z zeznaniami białoruskich świadków, których prokurator nie podważa.  Dla tych wieśniaków - jak widać - szczególnie inspirujący jest żywioł ognia.

Prokurator daje im wiarę i nie znajduje podstaw do uznania, że wsie sprzyjały władzy ludowej, chociaż owo sprzyjanie jest żywe do dzisiaj.  Stwierdza, że ostrzeliwania to stereotyp bo zeznania dowodzą, że „jak prosta wieś to nikt nikomu nie sprzyjał”.   Tymczasem w 1945 r. w bielsko–podlaskim przynależność Białorusinów do PPR - będącej wówczas agenturą sowiecką - stanowiła 85 %, a pielęgnowanie tamtych sympatii pozostaje żywe do dzisiaj (2).

Odrzucił też uznanie wrogości w tych wsiach do NZW - chociaż jeden z żołnierzy proszący o owies - zarobił w głowę siekierą.  Tej wrogości nie wywnioskował też prokurator po stosunku tych ludzi do oddziałów likwidujących NZW, kiedy to chłopi wzięli najpierw żołnierzy „Burewgo” za KBW i okazali życzliwość.

Nie dopuszcza, że była jaka kolwiek selekcja na chłopach białoruskich przy ferowaniu wyroków.  Tymczasem „Bury” poznał tych ludzi dokładnie jako żołnierz władzy ludowej w czasie służby strzeżenia lasów państwowych w Hajnówce, a pośród jego żołnierzy byli też chłopi ze wsi dotkniętych represjami i ze wsi sąsiednich.  Ta selekcja mogła być niedostateczna, ale była.  Już to nawet spośród 50 wozaków – uwolniono 20, wśród których byli też i Białorusini.

Pan prokurator przykłada literę prawa obowiązującą w czasie pokoju – zapominając, że tamte wydarzenia były wciąż jeszcze wojenne, a władza ludowa była wówczas zwykłą sowiecką agenturą.  Należało by zatem przykładać do nich literę prawa wojennego,  jak uczynił to sąd wojskowy w 1995 r.

Cała sprawa rozpatrywana jest w oderwaniu od szerszego kontekstu historycznego - z odrzuceniem różnic w interesach narodowych zamieszkujących wspólnie różnych nacji.  Tymczasem nawet odległe w czasie wydarzenia wywierają nierzadko wpływ na wydarzenia późniejsze.  Zresztą odrzuca prokurator wszystko co nie pasuje mu do zamierzonego wyniku śledztwa.  Takim przykładem może być fakt pominięcia napadów mieszkańców tych wiosek na żołnierzy WP we wrześniu 1939 r. i nawet napad na polski szpital polowy (3)

Zdaniem prokuratora - nie sposób przeanalizować antagonizmów powstałych między Białorusinami i Polakami, chociaż te antagonizmy są widoczne do dzisiaj (5).  Nie sposób też według niego dopatrzeć się innych motywów poczynań „Burego” - niż „narodowo–religijne”.  I wszystko pasuje, bo przecież to podziemię narodowe, a więc według Michnikowych racji faszystowskie.  A jednak jest tutaj i novum, bo Polacy byli nauczani - przynajmniej dotychczas - że nienawidzili tylko Żydów, a tu okazuje się, że Białorusinów także.

W niniejszym tekście przyjąłem, że pan prokurator jest Białorusinem, bo jego uparta  stronniczość w sprawie - polegająca na dostrzeganiu argumentów jednej tylko strony narodowościowej – zmusiła by mnie do oskarżenia go o rasizm, a tak w jego postępowaniu widzę okoliczności łagodzące.

Prokurator Dariusz Olszewski przy Komisji Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu w Białymstoku - zajmuje się również deportacjami Polaków z tamtego terenu na ziemię niechcianą.  Czy zauważy - analogicznie do wozaków z Puchał, że łączyła ich wspólna narodowość i wiara – różna od sprawców – sąsiadów? (9)

W Komendzie NZW

Kiedy wieści o przebiegu akcji PAS na terenie bielsko–podlaskim dotarły do Komendy „Chrobry” NZW, wywołały poruszenie - bowiem ich przebieg wykraczał poza ramy wydanego polecenia w czasie odprawy Komendy Okręgu - jaka odbyła się w styczniu 1946 r. w powiecie Wysoko Mazowieckim.  Rozważano sąd polowy - w związku z ofiarami wśród kobiet i dzieci, ale czas był trudny na jego przeprowadzenie i nie gwarantował - ani rzetelnego rozpoznania sprawy - ani wydania sprawiedliwego wyroku - zwłszcza, że nie dotyczyła ona byle kogo, tylko Kawalera Orderu Wirtruti Military.   Uznano w rezultacie, że jeśli przewinił - będzie osądzony w wolnej Polsce.  Tak też się stało.  W 1995 r. został uniewinniony.

W całej pięknej karcie walki narodowej przeciw zniewoleniu Polski, przestrzegano zasad czystości prowadzonej walki.  Wydarzenia w bielsko–podlaskim - były jedyne jakie wymknęły się jednak poza stosowane ramy - pomimo pewnych różnic poglądowych dowództwa Komendy na metody prowadzenia walki. 

Zachował się wcześniejszy rozkaz z 30. 09. 1945 r. - komendanta Floriana Lewickiego „Lisa” do „Burego”, który został anulowany.  Dotyczył pacyfikacji jednostek UBP, agend UBP (szpicle) i „zorganizowania odwetu na wrogiej ludności do sprawy konspiracyjnej”.  Komendat „Lis” jest uważany za najbardziej radykalnego – jeśli chodzi o metody walki, ale Prokurator IPN mylnie interpretuje ten rozkaz jako przeprowadzenie pacyfikacji na wrogiej ludności.  „Lis” – „pacyfikacje” w sensie fizycznej likwidacji odnosi do organów bezpieki, a w odniesieniu do ludności dodaje słowo - „odwet”.

Na marginesie - trzeba też brać poprawkę na radykalność „Lisa”, gdyż wiadomo, że ci co zginęli wcześniej – tak jak on - byli dla ratujących swoje życie w śledztwach torturującej bezpieki - jedyną okazją uzasadnioną moralnie - do zrzucania na nich wszystkiego co „najgorsze”.

Metoda horroru

Prokuratorskie - współczesne oskarżenie „Burego” – jest zwykłym przestępstwem i to nie tylko ze względu na stronniczość, lecz przede wszystkim ze względu na zniesławienie „Burego” i jego żółnierzy.  Zabijanie moralne w naszej cywilizacji jest bowiem gorsze od fizycznego i ma w zniewalającym pięćdziesięcioleciu ogromną tradycję.

To, że świadek oskarża, to jeszcze nie dowód, że czyn miał miejsce. A zatem do czasu udowodnienia obowiązuje zasada domniemania niewinności i ochrony dóbr podejrzanego o sprawstwo.

Czyżby nie obowiązywała prokuratora w IPN?  Informacja zawiera opis zeznań - głównie jednej tylko strony - z elementami bestalstwa, okrucieństw i gwałtów nieudowodnionych.  Prokurator - co prawda - część z nich odrzuca, lecz do niektórych się nawet nie odnosi.  Zresztą nawet te odrzucone przez prokuratora, działają i tak silniej niż argumentacja - na zasadzie wywoływania horroru.  Bełkot prokuratorski nie będzie zapamiętany, a sceny drastyczne tak. Umieszczenie czegoś takiego w internecie - dostępnym dla ludzi o różnej percepcji - jest wykroczeniem.

Właściwie sama już funkcja prokurtora przy IPN, który jest oskarżycielem, obrońcą i sędzią w jednej osobie - daje ogromne pole do nadużyć.  Jest odhumanizowaniem i farsą jurysdykcji - poprzez odebranie podstawowego prawa ludzkiego do obrony. Obowiązującego - już to nie tylko w cywilizacji łacińskiej. 

Prokuratorzy nie podlegają lustracji, ale przynajmniej ci - zajmujący się Żołnierzami Wyklętymi - powinni się jej poddawać honorowo i to w sposób pokoleniowy.  Powinniśmy mieć pewność, że synkowie, czy może już nawet wnuczkowie – jako „dzieci resortowe” - nie zabijają naszych żołnierzy na nowo. 

Nie potrzeba nam Bonda 

Niegdyś podsuwałem naszej skandalistce Arnold motto tego artykułu jako temat dla niej wymarzony (6).   Na próżno.   Może zatem teraz podam motyw o „Burym” skoro tak bardzo go polubiła:

Cytat pochodzi z teczki IPN.  Z przesłuchania kapitana Bolesława Kozłowskiego - „Grota” w białostockim więzieniu w 1951 r..  Wypowiedź dotyczy osób już nie żyjących w czasie zeznania, a więc nie jest usłużnym sypaniem, lecz wyprowadzaniem śledczego w pole spraw bezpiece znanych.   Zachowałem pisownię jak w orginale ze stylem gwary regionalnej spisującego ubeka, który nie był stylem przesłuchiwanego - bo ten wyrażał się pięknym polskim językiem bez naleciałości białoruskiej.  Przy okazji dedykuję go panu Poleszakowi, według którego niedokształceni NZWuowcy nic nie robili, tylko naparzali się z AKO.  A tu proszę - mieli zwiady w terenie w przebraniu sowieckim, a przy okazji przebierańcy dla zgrywy - napadali na pociągi...:  


„Pytanie: Co jest wam wiadomym o napadzie na pociąg w Czerwonym Borze? 

Odpowiedź:  O napadzie na pociąg osobowy nic mi nie jest wiadomym w Czerwonym Borze. Natomiast jest mi wiadome o zatrzymaniu pociągu na stacji w Raczyborach  w końcu 1945 r., lub na początku 1946 r..   Bliżej daty nie pamiętam.  W tym to czasie „Bury”, względnie komendant okręgu mjr „Lis” wysłał w patrol plut. „Stalowego” wraz ze swoim pododdziałem w kierunku stacji Raczybory.  W/w będąc ubrany w mundur majora po zatrzymaniu się pociągu osobowego na stacji Raczybory z wojskiem.  W tym czasie roztawił swój pododdział a sam udał się do pociągu, wydając rozkaz: „wojskowi wysiadać – kontrol”.  Po wyjściu wojska z wagonu ustawił w dwu szeregu i kazał dla żołnierzy zestawić w kozły karabiny i wejść spowrotem do pociągu.  Następnie „Stalowy” kazał dla maszynisty aby jechać dalej a sam zaś zebrał broń którą oddano do dyspozycji komendanta okręgu ps. Major „Lis” lub szefa (Pasu) P. A. S. Ps. „Bury”.” 

Kołysanka – jadą goście 

Z pewnością brzydko, ale za trud pisania, wtrącę też wątek osobisty – świadczący zresztą, że nie mogę żywić żadnych uprzedzeń do diaspory białoruskiej - bo przecież przez jednego z nich z bielsko-podlaskiego - zostałem ukołysany już jako dziecko...  A było to w 1955 r. w drodze do szpitala, kiedy niosący mnie pijany Bazyl Taranta zataczał się ze mną jak świnia...  Był oficerem łomżyńskiego UBP i jadąc motorem razem z zastępcą szefa UBP - sforsowali wysoki krawężnik chodnika - od którego odskoczyłem i docisnęli mnie do płotu...  Naturalnie - okazali się później niewinni na rozprawie, bo ich człowiek - dr Korta nie pobrał od nich krwi do badania na rządanie pielęgniarki - argumentując: po co pobierać - widać, że pijani.

Przy okazji humanitarnego wspomnienia – bo przecież mogli mnie zostawić przy płocie, a jednak zanieśli - policzyłem tak z ciekawości; ilu przewinęło się Białorusinów przez łomżyńską bezpiekę na przełomie 1944–1956 r. i wyszło mi 63 na 298 wszystkich, co stanowi 21% udziału.  Wcześniej Białorusinów w Łomży nie było.  Wszyscy byli gośćmi przyjezdnymi, a w tym 41 z bielsko–podlaskiego (7).   A więc Bielsko–Podlaskie było rzeczywiście antypolskim bastionem. Zagłębiem czerwonej zarazy z którego wrogie Polsce siły eksportowano po kraju - bo nie podejrzewam, że tylko do Łomży.  Sytuacja miała się podobnie w KPP i milicji...


I tutaj nasuwa się wniosek, że dane statystyczne - tylko z terenu Bielska Podlaskiego - nie obrazują w pełni antypolskiego charakteru tego terenu - bowiem nie uwzględniają emisariuszy delegowanych w głąb Polski.  I jeszcze jeden wniosek, a właściwie już teza, że właśnie w Bielsko–Podlaskim - musiała być jakaś conajmiej lokalna centrala sowieckiej agentury i dywersji na kraj polski...  Tutaj ukłon do pasa do badaczy z IPNu - a może by zbadać migracje tego typu w całej Polsce – co dało by obraz jej zniewalania?
 


A oto wiadomość z ostatniej chwili.  Jest już mapa na której cała Białostoczyzna z Podlasiem jest w granicach Białorusi (8).  Można by się pośmiać z niepoważnego roszczenia  terytorialnego - gdyby tylko było odosobnione, ale kiedy już prawie wszyscy nasi sąsiedzi – malowali podobnego charakteru mapy, a w dodatku - owe środowiska wspierane są przez siły Polsce wrogie, dla których jesteśmy zakałą w tworzeniu nowego porządkuświata...To przestaje być śmieszne.

**   **   **
 

Kapitanie Romualdzie „Bury” – ty wiesz już najlepiej – ile wieków życia w sekundzie umierania za Ojczyznę...  Mając zatem tyle czasu - wybaczysz przynudzanie i nawet  prywatę... Zaspokój wszak moją ciekawość i odpowiedz szczerze: - czy  warto było przenosić się do narodowców?  Gdybyś pozostał z AKowcami, to może i Agnieszka Arnold by się ciebie nie uczepiła i byś był dzisiaj - być może - jak „Łupaszko” sławny...  A tak, będziesz jeszcze jakiś czas bury... 
 

Wojciech Kozłowski



Przypisy

1. http://www.naszdziennik.pl/wp/72514,burmistrz-przeskalowal.html

2. http://www.electronicmuseum.ca/Poland-WW2/ethnic_minorities_occupation/wierzbicki_01_pl.html

3.
http://www.fundacjapamietamy.pl/images/artykuly/Bury.pdf

4.
http://patriaefidelis.pl/article/3189-kontrowersje-wokol-inki-czyli-historia-pewnej-rozmowy

5.
http://blogmedia24.pl/node/66922

6.
http://ekotrendy.com/nowaonline/22Kozlowski.htm

7. Krzysztof Zychowicz – Urząd Bezpieczeństwa w Łomży – powstanie i działalność (1944-1956)


8. http://polacygrodzienszczyzny.blogspot.ca/  

9. https://www.facebook.com/pages/Represje-Sowieckie/584280705009642  



niedziela, 25 maja 2014

tete

kkkk

W 70 rocznicę

 
 
25 maja 1944 r.
żołnierze N S Z pod dowództwem
kpt. Antoniego Kozłowskiego ps. „Biały”
pojmali na drodze do Lachowa
kilku niemieckich zakładników
za których tytułem wymiany
uwolniono z łomżyńskiego więzienia
400 Polaków
 
 
 
 W 70 rocznicę
Wojciech Kozłowski







 


sobota, 1 marca 2014

Żołnierze Wyklęci, albo ich oprawcy. Którzy byli bandytami?

 W celu przeprowadzenia rozstrzygającego dowodu, przedkładam z archiwym IPN dwa dokumenty: dowód rzeczowy w sprawie oskarżonego i akt oskarżenia z Akt Wojskowego Sądu Rejonowego w Białymstoku, dotyczące klasycznej - kiblowej sprawy przeciwko Żołnierzowi Wyklętemu - Bolesławowi Kozłowskiemu („Grot”, „Marek”, „Hanka”...)  – oficerowi podziemia narodowego niepodległościowego na Białostocczyźnie.  

Kpt. Bolesław Kozłowski był  w latach 45 – 47 zastępcą komendanta okręgu i szefem wydz. II - wywiadu NZW krypt. „Chrobry” - XV.   Ujawnił się podczas II amnestii w 1947 r.  Aresztowany w 1950 r. i skazany pod zarzutem nie zaprzestania tzw. nielegalnej działalności i zatajenia przy ujawnieniu się, pełnienia stanowiska szefa wywiadu.  W aktach sprawy dowodem rzeczowym przeciwko niemu – jednym z kilku – jest  odpis meldunku do niego z terenu z dn. 15. 07. 1946 r. jako szefa wywiadu kpt. „Marka”.  Oto on:


Jako dokument drugi zamieszczam akt oskarżenia:
 



Bardzo wymowny jest ów meldunek z terenu jako dowód rzeczowy przeciwko oskarżonemu „Grotowi”.  Zawiera trzy nie związane ze sobą tematycznie punkty.  Pierwszy - opisuje przebieg sfałszowanego referendum 3xTAK z 30. 06. 1946 r.  Drugi – najbardziej wstrząsający – stanowi opis wymordowania 25 harcerzy pod Olsztynem przez MO (MILICJĘ OBYWATELSKĄ).  Trzeci - mówi o wycieczce UB do pewnej gminy w celu zabicia między innymi „Grota” – dla osiągnięcia w terenie spokoju.
 
Porównując ów dokument z aktem oskarżenia „Grota” - wyraźnie widać po której stronie byli przestępcy, bandyci... Bo przecież ów „dowód rzeczowy” - przeciwko „Grotowi” - był w rzeczywistosci dowodem rzeczowym przeciwko jego oprawcom.  Tymczasem nie było procesu milicjantów za bestialski bandytyzm na dzieciach, lecz to on w zamian musiał przejść nadludzkie tortury, żeby ocalić życie, a jednocześnie nikogo nie wydać...  Jego proces był „kiblowy” – w celi więziennej – bo przecież maskarada była tu zbyt kiepska... I widać by było, którzy są bandyci...

*    *    *
Żołnierze Wyklęci chociaż są zabici - nie pomarli...  A dzisiaj jeszcze na nowo  powstają...   Wbrew diabelskiemu skrzekowi staro-nowych oprawców spod znaku pani prof. Joanny S. – będącemu jednak tylko i wyłącznie praśnięciem szmaty w potylicę czaszki.   Czaszki i kości, które staną się ziemi poświęceniem na Zmartwychwstanie... Na Zmartwychwstanie Polski.
 

 

wtorek, 24 września 2013

tech

Na własną rękę – przeciw zacieraniu śladów zbrodni w KL Warschau


 Naród tracąc pamięć historyczną – ginie, a jednak coraz częściej spotkać się możemy z nieuzasadnionym likwidowaniem miejsc, pamiątek, fragmentów ważnych historycznie obiektów, związanych nieraz z martyrologią i będących śladami zbrodni wojennych.  Działania takie są zawsze naganne, a w szczególnych wypadkach przestępcze - zwłaszcza jeśli dotyczą obiektów związanych z aktualnie toczącym się śledztwem - jak to ma miejsce w przypadku Obozu Zagłady KL Warschau.  Szczególnie cyniczne było tu, wyburzenie  generatora gazów trujących na międzytorzu przy dworcu Warszawy Zachodniej, a następnie  zanegowanie funkcji tegoż generatora wraz z komorą gazową w tunelu pod torami dworca. Jest to element szerszej akcji poddawania w wątpliwość istnienia komór gazowych na terenie obozu KL Warschau, jak też lagrów przy Warszawie Zachodniej.
 
Zeznania świadków potwierdzają meldunki Armii Podziemnej

Sprawa musi budzić emocje, tym bardziej, że istnieją zeznania świadków, dokumenty, zdjęcia, ekspertyzy, protokóły oględzin miejsc tych strasznych zbrodni, niezwykle sugestywne, które dają wyobrażenie o rozmiarach zaistniałej tragedii i chyba każdego mogłyby przekonać. Jednak okazuje się, że jest inaczej.

Podobnie meldunki wywiadu Dowództwa Narodowych Sił Zbrojnych alarmowały o urządzeniu przez Niemców w więzieniu przy ul. Gęsiej komory gazowej i masowych mordach tam dokonywanych. Raport z oględzin "Gęsiówki" z maja 1946 roku przedstawia kompletny obraz obozu zagłady z komorami gazowymi, stosami puszek po cyklonie, krematoriami o ogromnej – przekraczającej potrzeby „Gęsiówki” – pojemności, oraz masami szczątków i prochów ludzkich. Są też zeznania świadków zbrodni dokonywanych w tunelu przy ul. Bema, gdzie Niemcy zorganizowali największą i kompleksowo wyposażoną komorę gazową, która miała wielki udział w dziele likwidacji mieszkańców Warszawy i tym samym w zniszczeniu stolicy Polski.

Warto przytoczyć fragment zeznań świadka Stanisława W., wywiadowcy AK: "Po wybuchu Powstania Warszawskiego dostałem rozkaz od Dowódcy Zgrupowania «Radosław» udania się w rejon Dworca Zachodniego i rozeznania sytuacji dyslokacji wojsk niemieckich

[...]. Ulokowałem się w jednym z takich opuszczonych domów naprzeciwko wylotu tunelu pod liniami Dworca Zachodniego PKP, w odległości około 500 -700 m od tego tunelu i przez lornetkę obserwowałem ruch, jaki był przy tunelu. Było to dokładnie 3 sierpnia rano około godz. 8-9. Przez godzinę czasu mojej obserwacji widziałem, jak SS-mani doprowadzili grupy ludności cywilnej Warszawy [od kilkunastu do kilkudziesięciu osób każda grupa] i dokonywali selekcji, oddzielając kobiety i dzieci od mężczyzn. Po czym kobiety i dzieci pod konwojem niemieckim były odprowadzane w kierunku Dworca PKP Warszawa-Zachodnia [...]. Natomiast mężczyzn wpędzano do tunelu, który od strony Woli był odkopany. [...] z tytułu pełnionej służby w wywiadzie wiadomo mi, że w okresie od 2 do 8 sierpnia 1944 Niemcy wymordowali w tunelu około 4 tys. mężczyzn. Potwierdził to mój podwładny Stanisław Mikulski w dniu 8 sierpnia 1944 w meldunku złożonym dla Komendy Głównej AK. On był wyselekcjonowany do grupy mężczyzn przy tunelu, z której zbiegł, po czym schował się i dalej obserwował, co się w tunelu działo". 

Eksperci inaczej

Jest też wiele innych świadectw w tej sprawie. Niemniej okazuje się, że te zdawałoby się, niepodważalne dowody i przesłanki nie przekonały niektórych badaczy tematu, nie dotarły do pana Kopki, który szereg dokumentów i faktów, zebranych przez sędzię Marię Trzcińską w toku wieloletniego śledztwa, pominął w swojej publikacji dotyczącej KL Warschau. Nie przekonały pana Władysława Bartoszewskiego, znawcy okupacyjnej przeszłości, który ponadto z całym swoim autorytetem stanął po stronie tych, co podważają prawdę o warszawskim obozie zagłady i komorach gazowych. Stał się on wręcz niepisanym przywódcą obozu przeciwników pamięci o KL Warschau. Symptomatyczne są jego słowa wypowiedziane przed prokuratorami IPN w sprawie komór gazowych w obozie przy ul. Gęsiej w Warszawie. Na pytanie czy słyszał o znalezionych tam po wojnie puszkach po cyklonie B stwierdził, że „nie musiały być tam składowane nieprzerwanie od okupacji niemieckiej. Równie dobrze mogły być tam składowane przywiezione skądinąd.” W ślad za tym stwierdzeniem można zapytać, na jakich dowodach i dokumentach opiera swoją wypowiedź, kto miałby te puszki zwozić do ruin warszawskiego Getta i po co? Tutaj były komory gazowe i krematoria. Tu wszystkie studzienki kanalizacyjne były wypełnione ludzkimi prochami, więc nic dziwnego, że również tutaj, w miejscu dramatu, znaleziono narzędzie zbrodni, śmiercionośny gaz oraz ślady jego składowania i użycia.

Dzisiaj trwa zacieranie śladów KL Warschau. W miejscu dawnego więzienia przy ul. Gęsiej (integralnej części KL Warschau), zamienionego w obóz NKWD-UB, rozebranego w 1956 roku, powstaje Muzeum Historii Żydów Polskich. Jakkolwiek można tworzyć skojarzenia między Żydami a masową zagładą, to jednak tematyka tego muzeum (tradycje, kultura żydowska, związki z Polską) nie ma nic wspólnego z obozem zagłady, który się w tym miejscu znajdował. Tu, gdzie jest wielki wykop pod fundamenty muzeum, powinno być raczej miejsce eksploracji archeologicznej i poszukiwania śladów tragicznej, wojennej historii. Tak bardzo UB i ówczesna władza bała się porównań z hitlerowcami, że postanowiła zniszczyć tę obozową budowlę i zatrzeć pamięć o niej i o tym, co się tu działo. Zostało tam tylko puste miejsce, trawnik. Dodajmy, że był to obiekt historyczny, monumentalny klasycystyczny gmach z XVIII wieku, Koszary Artylerii Koronnej, projektowane przez Stanisława Zawadzkiego, jeden z dosłownie kilku budynków ocalałych w morzu ruin Getta, fragment dziejów miasta. Na tym się sprawa nie kończy. Rzecz dotyczy także usuwania elementów budowli obozowych na warszawskim Kole.

Przestępcze praktyki

Jednym z największych zniszczeń, dokonanych w ostatnich latach, była likwidacja generatora gazów trujących (GGT), w tunelu przy Dworcu Zachodnim w Warszawie. Jest to tym bardziej bolesne, że zgodę na tę operację wydała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, od której oczekiwalibyśmy zupełnie innego podejścia do sprawy. Można przypuszczać, że wpływ na tę decyzję miała postawa Władysława Bartoszewskiego, którego podejście do warszawskich komór gazowych jest znane. Ale pojawiły się też inne zdania. Zgłosili się, a nawet złożyli zeznania i zawiadomienia w tej sprawie architekci, twierdzący, że w latach 70-tych zaprojektowali budynek generatora. Zapewniają oni, iż jest to wentylacja tunelu. Twierdzenia, co najmniej zastanawiające, szczególnie w kontekście ekspertyzy biegłych z 1989 roku, w której potwierdza się, że jest to obiekt z czasów okupacji niemieckiej. Biegli wskazują, że został on umieszczony w projekcie rozbudowy tuneli już jako istniejąca budowla. Z niewiadomych przyczyn nawet tę opinię biegłych się podważa.

Stanowisko oponentów wobec faktu istnienia i autentyczności komór gazowych spowodowało, że pozwolono na rzecz niebywałą, rozbiórkę obiektu masowej zagłady z czasów ostatniej wojny. Dzisiaj, parę lat po tej rozbiórce, można usłyszeć nie tylko, że komory gazowej w tunelu nie było, że to była zwykła wentylacja, ale nawet, iż ten obiekt w ogóle nie istniał. Taki wpływ na świadomość ludzką może mieć tylko zmasowana nagonka propagandowa. Zastanawiające, że istnieją wątpliwości w tej sprawie. Przecież prokuratorzy prowadzący śledztwo, mają możliwość odwołania się do wszelkich instytucji w celu dochodzenia prawdy. Nie chodzi tu nawet o jakieś szczególne dowody. Są przecież zdjęcia lotnicze z różnych okresów. Przedsiębiorstwa geodezyjne dysponują mapami tego terenu, na których wszystko jest uwidocznione. Główne magistrale kolejowe są obiektami strategicznymi i na pewno były w orbicie zainteresowań wojska. Może tam udałoby się pozyskać inwentaryzacje geodezyjne z lat 50-tych, 60-tych, dzięki czemu będzie można raz wreszcie zakończyć dyskusję nad tym, czy generator był, czy też go nie było przed przebudową tuneli w latach 70-tych? Mijają lata dochodzenia i jak dotąd żadne kluczowe rozstrzygnięcia w sprawie generatora nie pojawiły się.
 
Na włsną rękę

Przecież coś byśmy o tym wiedzieli. Spróbujmy zatem rozwiązać tę kwestię na własną rękę. Posłużmy się w tym względzie istotnym dokumentem, jakim jest zdjęcie lotnicze z 1945 roku, wykonane w celu zobrazowania wojennych zniszczeń stolicy. Należy zwrócić uwagę, że jest to zdjęcie już od kilku lat powszechnie dostępne na stronie internetowej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy http://www.mapa.um.warszawa.pl/. Dworzec Zachodni i omawiany tunel są tutaj dość dobrze ujęte. Widzimy, że obszar w pobliżu tunelu jest w sposób istotny zmieniony i zasadniczo różni się od pozostałego terenu, na którym znajdują się torowiska. Jest jaśniejszy, pokryty kilkoma usypiskami i wyraźnie pofałdowany. W swoim czasie dokonujący odczytu zdjęć lotniczych tego terenu wykazali nasypisko w miejscu generatora i stwierdzili, że obiektu nie widać, co jednak wcale nie znaczy, że go tam nie ma.

Zastanówmy się przez moment, jak wspomniane nasypisko mogło się tu pojawić, na środku głównej magistrali kolejowej? Czy jego stworzenie nie wygląda na próbę zamaskowania tego miejsca? Byłaby to próba dość nieudolna, jednak mogła być podjęta przez Niemców. Z różnych źródeł wiadomo, że kwestia masowej zagłady stanowiła w Niemczech ścisłą tajemnicę. Stosowano też zasadę zacierania śladów zbrodni. Świadczą o tym palone baraki obozowe, wysadzane w powietrze krematoria, tak jak to czyniono w Oświęcimiu czy chociażby na terenie obozu przy Gęsiej w Warszawie. Po zagładzie miał nie pozostać żaden ślad. Działając w zgodzie z tą praktyką, Niemcy powinni wysadzić generator w powietrze, tak jak uczyniono z innymi, podobnymi budowlami. Jednak usytuowanie obiektu w miejscu newralgicznym dla komunikacji, na środku ważnej linii kolejowej, nad tunelem, wykluczało taką możliwość. Jego zniszczenie stanowiło groźbę zamknięcia drogi ewakuacji ludzi i sprzętu przed zbliżającym się frontem. Pozostawienie generatora, nawet tylko prowizorycznie ukrytego, było dla nich mniejszą szkodą, więc świadectwo masowych zbrodni zachowało się.
 
Powróćmy jednak do wspomnianego wcześniej zdjęcia. Interesujące nas budowle, umieszczone na międzytorzu, to dwie okrągłe banie gazotwórcze i prostokątny budynek mieszczący dwa szyby, wloty powietrza. W około jednej trzeciej długości tunelu widzimy usypisko o specyficznym kształcie, z dość ostro i równo zarysowaną stroną zachodnią. Dla wprawnego obserwatora będzie dostrzegalna również jaskrawo oświetlona krawędź południowa. Widać jeszcze dwa małe pagórki, ustawione wyraźnie w jednej linii, równoległej do zachodniej krawędzi usypiska. Czy może to być zasypany budynek szybów? Wątpliwości może tu rozwiać porównanie z podkładem geodezyjnym, czyli dokładnym odwzorowaniem tego terenu w określonej skali. Kiedy nałożymy na zdjęcie lotnicze fragment inwentaryzacji geodezyjnej okazuje się, iż oznaczony jako prostokąt budynek szybów dokładnie pokrywa się z krawędziami usypiska. Mamy tu więc do czynienia z budowlami zasypanymi, co prawda, warstwą żwiru, lecz nie na tyle dużą, aby zasłonić wszystko. Usypisko odwzorowuje swoją formą kształt budynku szybów. Czytelne jest umiejscowienie krawędzi budynku, jak też długości jego boków. Widoczne jest także charakterystyczne usytuowane budowli na międzytorzu. Nie są one ustawione równolegle do tunelu, różnica wynosi około 7° i to odchylenie jest również widoczne. Wspomniane dwa małe pagórki, to niewątpliwie wyloty szybów, które musiały być zabezpieczone przed wpływem warunków atmosferycznych. Te właśnie elementy chroniące są tutaj uwydatnione. A jak przedstawia się sprawa bani gazotwórczych? One nie są odwzorowane aż tak dobrze jak budynek szybów. Jednak i tutaj, gdy skorzystamy z pomocy podkładu geodezyjnego i uważnie popatrzymy, znajdziemy wokół bani północnej szereg zagłębień, które układają się w półkole przy jej krawędzi, odwzorowując jej kształt i rozmiary. Podobnie w przypadku bani południowej. W pewnym fragmencie dość wyraźne zagłębienie terenu pokrywa się z krawędzią widoczną na podkładzie. Zatem banie również były w tym miejscu, gdy robiono zdjęcie. Widać rozpoznawalne cechy budowli i dotyczy to każdego z elementów GGT w jakimś fragmencie. Czy może to być przypadek? Gdyby chodziło o jakiś jeden element można by było wątpić, ale tych elementów jest kilka, więc wątpliwości nie ma. Elementy generatora były w tym miejscu w 1945 roku, kiedy robiono to zdjęcie.

Jakie mogą być konsekwencje tego faktu? Przeciwnicy komory gazowej w tunelu już nie raz przekonywali opinię publiczną, że komory nie było, a generator nie był generatorem tylko inną, współczesną budowlą. Jednak jest inaczej. Jak powyższe fakty mają się do książki Bogusława Kopki, który z dokumentów śledztwa sędzi Marii Trzcińskiej usunął całkowicie kwestię komory gazowej w tunelu? A co do powiedzenia mają w tej sprawie twórcy rzekomych projektów generatora z lat 70-tych zeszłego wieku. Jak rozumieć ich wypowiedzi? Trzeba na koniec zadać pytanie, jak widzą problem członkowie Rady OPWiM, którzy pozwolili na rozbiórkę obiektu masowej zagłady, co jest zdarzeniem bez precedensu. Należy rozumieć, że instytucje mające dostęp do wszelkich materiałów badawczych, prokuratorzy, historycy, nie znaleźli czasu by zainteresować się chociażby tym zdjęciem i sprawdzić, czy coś tam może jednak jest? A przecież ich możliwości dostępu do dokumentów są bardzo duże i jak widać nie zostały wykorzystane.

 *     *      *

Omawiana fotografia zawiera jeszcze inne ważne szczegóły, między innymi widać na niej zasypany południowy wylot tunelu od strony Ochoty. Widzimy tam pryzmę ziemi o nieregularnym kształcie. Rzuca ona wyraźny cień w kierunku ostro zarysowanej ściany czołowej tunelu, co dowodzi, iż znajduje się ona przed tunelem, całkowicie zamykając wjazd do niego. Inaczej rzecz przedstawia się od strony północnej, gdzie wejście jest otwarte. Tunel uwidoczniony w tym stanie jest dokładną ilustracją przytoczonego wcześniej zeznania Stanisława W., wywiadowcy zgrupowania "Radosław" i jego dodatkowym potwierdzeniem. Ustalenia dotyczące zasypania tunelu przez Niemców jeszcze niedawno podważano w prasie.

 
Tekst nadesłany.

Obserwatorzy